niedziela, 31 maja 2026

Doczekałem się ...

 ... pierwszej rocznicy trzeźwości, pierwszej "świeczki". I pierwsze co przychodzi mi do głowy to trochę żal, że po zakończeniu terapii nigdy nie świętowałem bycia trzeźwym, jak by to było coś naturalnego, coś nie wartego uwagi, a na pewno nie wartego świętowania i cieszenia się.

Postaram się opisać tu moja "przemowę" i będzie to bardziej to co chciałem powiedzieć uczestnikom mitingu, a emocje, stres, wzruszenie, łamiący się głos być może nie pozwolił mi w pełni oddać tego co bym chciał przekazać, zatem poniżej co miało być.

Zatem. Zacznę trochę egoistycznie, ale dziękuje sobie że każdego dnia wypieram nie grać. Oczywiście nie każdy dzień to walka o przetrwanie, walka w chorą głową, pokusą czy wyzwalaczami. Wiem że ta choroba potrafi przybierać różne maski i jej podstępność kryje się pod różnymi postaciami i nie wiadomo które jej oblicze będzie tym, które wkradnie się niepostrzeżenie do chorej głowy i odpali wszystkie mechanizmy - czujność i dbanie o siebie przede wszystkim ! Dziękuję sobie, za to że przez ten rok nie wybrałem hazardu jako formy ulżenia sobie w bólu, wyrażenia radości czy smutku - a przez ten czas działy się różne rzeczy.

Dziękuję Wspólnocie i każdemu z Was z osobna, za to że jesteście, że przychodząc tu pierwszy raz pierwszego czerwca 2025 roku poczułem się bezpiecznie, swobodnie, poczułem się jak w domu. Odnalazłem miejsce gdzie nie dotyka mnie strach przed oceną, że mogę wyrazić wszystkie smutki i żale, i wiem że zostanę wysłuchany i zrozumiany. Każda Wasza wypowiedz, każda Wasza historia to dla mnie cenna informacja, przestroga, wiara, nadzieja w to że może być lepiej, że może być dobrze, że można być szczęśliwym, że można inaczej, że nie przegrałem życia, że jeszcze coś dobrego mogę zrobić i coś bardzo dobrego może mnie jeszcze spotkać, a to wszystko zależy wyłącznie ode mnie. 

Na konice (wisienka na torcie), bardzo dziękuję osobie, która jest obecna w mojej głowie, moim sercu, jestem przekonany że myślami jest że mną, czego dowód dała w czwartek i dziś. Bardzo dziękuję Tobie że przy mnie byłaś. To Tobie niestety przypadła ta niewdzięczna rola, że stałaś się narzędziem w rękach Boga, by powstrzymać mnie od tego szaleństwa. 30 maja 2025 roku kiedy jechałem do Ciebie, wykrzyczałem w samochodzie na całe gardło, w poczuciu pełnej bezsilności "Boże zabierz ode mnie ten nałóg!, nie chcę w tym tkwić!, błagam zrób coś!". Nigdy mnie słuchał jak podobne "modlitwy" wyrażałem żeby wykres poszedł w odpowiednią stronę, tym razem nie czekałem długi, może 2-3 godziny, bo wówczas przyłapałaś mnie na przeglądaniu wykresów. Prosiłaś żeby się przyznał, prosiłaś żebym powiedział prawdę, że mnie z tego powodu nie zostawisz, że mi pomożesz, że będziesz w tym ze mną - i dotrzymałaś słowa. A co zrobiłem ja, zachowałem się jak rasowy tchórz, wmawiałem Ci że to jakiś wykres mojej wagi, że Ci się wydawało i ... uciekłem. Dzień, dwa później powtórzyłaś swoją deklarację, z warunkiem że muszę iść na miting, muszę coś z tym zrobić. Wysłałaś mi listę mitingów w WAW i dzień później trafiłem na mój pierwszy w życiu miting i pozostałem na nim do dnia dzisiejszego. Za to wszystko jestem Ci bardzo wdzięczny, brak mi słów żeby to wyrazić.

Był tort (własnej produkcji), była świeczka, więc było też życzenie.

I jest ono dedykowane właśnie Tobie, bo zasługujesz na to jak nikt inny, życzę sobie, aby w Twojej głowie, sercu i życiu zawitał spokój, aby na stałe rozgościło się poczucie bezpieczeństwa którego tak bardzo potrzebujesz. Osiągnięcia wszystkich celów, które przed sobą stawiasz oraz spełnienia wszystkich tych przyziemnych i bardziej szalonych marzeń: o psiurku, domu z widokiem na Święty Krzyż, bejbiczku i wszystkiego czego zapragniesz - tego sobie z całego serca życzę !

P.S.
Miałem już nigdy nie wspominać tu o Tobie, ale przy tej okazji niestety nie mogłem tego zrobić - wiem że zrozumiesz.
 
P.S.2
Wiedziałem co powiem, raczej co i jak chciałem powiedzieć a wyszło jak wyszło.